2008-11-11, 15:27
6688 wyświetleń
Przedruk
Dzięki uprzejmości redakcji Nowin Jeleniogórskich publikujemy przedruk artykułu, jaki niedawno ukazał sie na łamach tego tygodnika.
Środowisko kulturalne Bolesławca jest podzielone. Jedna jego część, skupiona wokół radnego PO, Bogdana Nowaka, uważa, że w mieście dzieje się źle. Druga część, reprezentowana przez zwolenników prezydenta Piotra Romana (dawniej PiS, dziś Dolny Śląsk XXI), ma zdanie dokładnie odwrotne.
Atak skierowany jest przede wszystkim na Ewę Zbroję, dyrektor Bolesławieckiego Ośrodka Kultury. To ona oraz Piotr Roman obarczani są winą za rozpad środowiska kulturalnego w mieście.
Urszula Frąszczak-Matyjewicz choć mieszka w Bolesławcu, to pracuje w domu kultury w Nowogrodźcu. Prowadzi co prawda w Bolesławcu z dziećmi zajęcia teatralne, ale w instytucji nie miejskiej, lecz podległej powiatowi. – W sferze kulturalne miasta dzieje się źle – stawia diagnozę. – Twierdzenie opieram na szeregu niepokojących zjawiskach. Jednym z nich jest to, że z miasta wyjechało wielu zdolnych ludzi. Co gorsza nie chcą one już do niego wrócić. Mówią, że nie ma w nim klimatu dla kultury. Jedną z takich osób jest na przykład jej mąż, rzeźbiarz Czesław Matyjewicz. Pracował w BOK, ale się zwolnił.

Ewa Zbroja
fot. Krzysztof Gwizdała
Ewa Zbroja: Nie mogłam zgodzić się na to, by Czesław Matyjewicz w czasie zajęć robił swoje fuchy. Grzegorz Roman chciał pracować w BOK. Miałam dla niego etat, ale chciał pół etatu. Nie zgodziłam się na to.
– To rzeczywiście wspaniały człowiek i artysta – zgadza się Ewa Zbroja. – Nie mogłam jednak zgodzić się na to, by w czasie zajęć robił swoje fuchy. Źle postrzegali to także inni pracownicy BOK-u.
BOK to kulturalne centrum miasta. Zatrudnia 21 instruktorów. Ośrodek przeżywa obecnie ciężkie chwile, trwa bowiem jego generalny remont. Właściwie stawiany jest od nowa.
– Tak, to ja jestem grabarzem kultury – śmieje się prezydent Piotr Roman. – Tak mnie przynajmniej niektórzy nazywają. Zapominają jednak, że miasto przejęło prowadzenie Muzeum Ceramiki i tworzy w nim galerię. Nie mówią też o tym, że na stworzenie Międzynarodowego Centrum Ceramicznego, budowę kina i nowej siedziby BOK, wydamy 30 mln zł!
– Cóż z tego, jeśli do kina chodzi mniej widzów niż na imprezy niezależne – offowe? – pyta Urszula Frąszczak-Matyjewicz. – Ten rodzaj kultury już nie wystarcza. Potrzebne są nowe inicjatywy i pomysły, a tych brakuje. Urszula Frąszczak-Matyjewicz wylicza: plener ceramiczny podupadł – głośniejsza od niego była afera z odwołaniem jego kustosza; ogólnopolskim skandalem zakończył się koncert finałowy Bluesa nad Bobrem; zamknięto Teatr Stary, ponieważ grozi zawaleniem; rok temu nie było także w mieście Orkiestry Świątecznej Pomocy; na zamknięciu klubu Pegaz nie zjawił prezydent miasta…

Piotr Roman
fot. Krzysztof Gwizdała
Piotr Roman: Co to był klub Pegaz? To była w minionych czasach PRL-u w dużej mierze instytucja indoktrynująca młodzież.
– Klub Pegaz… – kręci głową Piotr Roman. – Co to był klub Pegaz? To była w minionych czasach PRL-u w dużej mierze instytucja indoktrynująca młodzież. Pożegnanie zorganizowali dawni działacze. Po co miałem w tym uczestniczyć? Piotr Roman, który jako młody chłopak wygrał w „Pegazie” konkurs na najlepszego DJ, nie zostawia na tej instytucji suchej nitki. Odwrotnie niż Bogdan Nowak – szef stowarzyszenia Via Sudetica. Na pożegnanie „Pegaza” przyprowadził nawet konia, który przechadzał się po mieście, obwieszczając w ten sposób koniec legendarnego, zdaniem Nowaka, klubu.
– W ”Pegazie” nie było żadnej indoktrynacji – przeczy Nowak. – Tam pracowali wspaniali instruktorzy. Słuchali młodzieży i pozwalali jej twórczo się wyżyć. A teraz? Jak postanowiliśmy zaprosić na koncert Janusza Radka, to Ewa Zbroja pomysł podkradła. Pół godziny przed nami zatelefonowała i go zaprosiła. Ona znana jest z podkradania pomysłów!

Bogusław Nowak
fot. Krzysztof Gwizdała
Bogusław Nowak: Oni myślą, że miasto wypromuje koncert Dody Elektrody. Nie mają pomysłu na to, by zaistnieć w skali kraju i poza jego granicami.
Bogdan Nowak obecne rządy Piotra Romana nazwał erą romańską i z całą pewnością nie jest to w zamyśle określenie sympatyczne. – Oni myślą, że miasto wypromuje koncert Dody Elektrody – denerwuje się. – Nie mają pomysłu na to, by zaistnieć w skali kraju i poza jego granicami. Pomysł taki ma zaś Via Sudetica. Organizuje parady glinoludów (oblepionych gliną ludzi). Nowak chwali się, że ich zdjęcia z Berlina obiegły cały świat. Przemilcza jednak, że te same glinoludy uznane zostały w Polsce za największy kicz promocyjny. Via Sudetica nie ma wsparcia finansowego miasta. Nie ma go także ostatnio powstała niezależna inicjatywa – Concordia.
Concordia to galeria, którą zorganizowali młodzi ludzie w jednej z hal produkcyjnych zakładów „Concordia”. – Pomysł powstał jako reakcja na jesienną depresję – śmieje się Martyna Sidorowicz. Na pierwszej imprezie happeningowej zjawiło się 300 osób! Potem były wystawy i maraton filmowy. W planach są wieczory poetyckie, monodramy oraz kolejne wystawy i happeningi. „Mózgiem” przedsięwzięcia jest student kierunku o nazwie: organizacja społeczności lokalnych, Grzegorz Roman, krewny Piotra Romana. Próbował zabiegać o wsparcie u prezydenta i u dyrektor BOK. Bezskutecznie. – Większą pomoc otrzymaliśmy od domu kultury w Nowogrodźcu – przyznaje.
Concordia, miejsce obecnie najmodniejsze w mieście, chwalona jest przez wszystkich. Także przez Ewę Zbroję, która sama chodzi na organizowane tam imprezy. – Działalność Concordii przeczy właśnie tezie, że z kulturą jest u nas źle – mówi. – Ma ona różne oblicza. Dla każdego jest coś ciekawego. Grzegorz Roman chciał pracować w BOK. Miałam dla niego etat, ale chciał pół etatu. Nie zgodziłam się na to, gdyż prowadzi dodatkowo działalność biznesową, która jest konkurencyjna dla BOK.
– BOK nie rozumie ducha czasów – mówi tymczasem Bogdan Nowak. – W Concordii są też zajęcia hiphopowe i warsztaty malarskie dla dzieci. Przecież to wszystko powinno dziać się w BOK-u!
W Bolesławcu mówi się jednak także coś innego: że Bogdan Nowak i Urszula Frąszczak-Matyjewicz mają głębszy cel w dezawuowaniu działań prezydenta i BOK. Ten pierwszy chce po prostu przejąć prowadzenie pleneru ceramicznego i przeniesienie go do Nowogrodźca. Ta druga myśli zaś tylko o zastąpieniu Ewy Zbroi na dyrektorskim stanowisku. Konflikt trwa.
Tekst: Zbigniew Rzońca
Artykuł pochodzi z tygodnika Nowiny Jeleniogórskie, z 4 listopada 2008 roku.
Szanowni Państwo,
w nawiązaniu do zamieszczonego artykułu Stowarzyszenie „Via Sudetica” prostuje zawarte w tekście informacje, które nie są aktualne i nie są zgodne ze stanem rzeczywistym, a tym samym stawiają Zarząd Stowarzyszenia oraz Członków „Via Sudetica” w niedogodnej sytuacji, na którą nie mieli wpływu.
„Via Sudetica” jest stowarzyszeniem bezpartyjnym i apolitycznym. Naszym celem jest neutralne działanie na rzecz promocji kulturalno-artystycznej Bolesławca. Nieprawdziwe jest więc stwierdzenie, że członkowie „Via Sudetica” są skupieni wokół Pana Bogdana Nowaka „radnego PO”; są to osoby zaangażowane w wyżej wymienioną działalność bez podtekstów politycznych. Ponadto Pan Nowak nie jest „szefem” Stowarzyszenia i nie wchodzi w skład Zarządu „Via Sudetica”. Kolejne słowa, które wymagają sprostowania, to zdanie, iż Gliniada została uznana w Polsce największym kiczem promocyjnym. Nie jest to prawdą. Słowa te zostały wyrwane z kontekstu informacji opublikowanej poprzednio w prasie na temat rankingu pomysłów na promocję regionu i nie odzwierciedlają pozytywnego w istocie dla Gliniady wydźwięku wspomnianego artykułu.
Treść artykułu w „NJ” i jego zabarwienie pokazuje nas jako Stowarzyszenie pozostające w ciągłej opozycji i głębokim konflikcie z władzami naszego miasta i Bolesławieckim Ośrodkiem Kultury. Jest to dla nas przykre, ponieważ staramy się, żeby stosunki i relacje Stowarzyszenia – Zarządu i Członków z instytucjami samorządowymi i kulturalnymi Bolesławca były dobre. Nie jesteśmy przeciwnikami i konkurencją lecz alternatywą dla innych działań kulturalnych. Jesteśmy gotowi i otwarci na współpracę.
Z poważaniem
Justyna Rutkowska-Talar, Prezes Zarządu
Paweł Apanasewicz, Wiceprezes Zarządu